Tagi

, , , , ,

Przy Emilii nie udało mi się zrealizować swojego marzenia. W sumie nie wiem czemu. No dobra, wiem, ale to nie jest aktualnie istotne. Żałuję!
Kiedy po urodzeniu Hani chciałam zrealizować to swoje marzenie, miałam wrażenie, że moi bliscy mnie rozumieli. W zasadzie to nadal jest to dla nich dziwne, niespotykane, egzotyczne…
O czym mowa? O chustowaniu dzieci.
Od wieków matki nosiły w chustach swoje dzieci. Jest to sposób bardzo wygodny i bezpieczny (oczywiście pod warunkiem, że robi się to we właściwy sposób).
Kiedy Hania miała ok 1,5 msc pożyczyłam od koleżanki chustę. Była to chusta tkana. Na grupach związanych z macierzyństwem zasięgałam porad od doświadczonych w tym temacie mam, jaką chustę wybrać. Tam również potwierdziło się, że tkana to dla nas najlepszy wybór (Mała szybko przybiera na wadze i taka chusta wystarczy nam na dłużej – mogę też w niej nosić Emilkę).
(Nie)łatwe początki.
Chustę najpierw pożyczyłam, ponieważ chciałam sprawdzić czy Hania będzie chciała w niej chodzić, czy taki sposób noszenia dziecka będzie mi pasował. Nigdy wcześniej też nie miałam okazji zobaczyć jak się mota (wiąże) chustę. Koleżanka również nie miała okazji mi tego pokazać, bo jakoś zabiegana jestem.
Uczyłam się z YT.
Ćwiczyłam na misiu i tak wyszło 😉
Moje wiązania nie są idealne. Muszę zdecydowanie poćwiczyć dociąganie chusty – co nie jest łatwe, ale jestem pełna optymizmu, bo bardzo podoba mi się chustonoszenie.
Wierzę, że któregoś dnia motanie zajmie mi tylko chwilę i będę mogła swobodnie motać w każdym miejscu 🙂

Poniżej kilka zdjęć z naszych początków. I tak jak pisałam – jeszcze wiele przed nami ćwiczeń, ale idziemy do przodu.
Nasza.
Od tygodnia jesteśmy w posiadaniu własnej chusty NatiBaby. Piękny fioletowy kolor.
Kupiliśmy używaną (choć ceny używanych niewiele różnią się od nowych), jednak argumentem za było złamanie chusty. Chusta, którą kupiła, jest już mięciutka i wiąże się ją bardzo dobrze. Jest miła w dotyku.

O dalszych postępach w noszeniu będziemy pisać 🙂

p.s.
Tak wiem – Emilki nie mota się z przodu. Już to wiem, ale ona chciała spróbować 😉 Wiązanie z tyłu też jest za luźne i na tym zdjęciu jeszcze nie wiedziałam jak to się robi. Chciała spróbować, więc bez spojrzenia w instrukcję, zamotałam ją tak po prostu. Teraz już wiem jak ją zawiązać poprawnie – tylko dociąganie jeszcze ćwiczymy.

Reklamy