Tagi

, , , , , , , , , , ,

Jest mi smutno… choć smutno to o wiele za mało powiedziane.

Jestem wściekła i zła, że żyję w czasach, w których tak wiele niedobrego się dzieje.

Na język cisną mi się same przekleństwa i dziękuję Bogu za to, że dobrze trafiłam, miałam szczęście…

Kiedy byłam w ciąży, szczególnie z Hanią, na przełomie roku 2013/2014, skumulowały się wszystkie negatywne informacje dot. opieki w szpitalach podczas porodu. Byłam przerażona, bo to ja przez całe 9 miesięcy dbam o to, aby moje kochane i wyczekiwane dziecko było zdrowe, rosło i miało wszystko czego potrzebuje, a niestety nie wszystko zależy ode mnie, jako matki – bo to lekarz i położna dbają o ostatni etap przyjścia dziecka na świat – o poród. To ich kompetencje, doświadczenie i poczucie odpowiedzialności uzależnia powodzenie podczas porodu. Wizualizowałam sobie jak to będzie podczas porodu i modliłam się, aby wszystko dobrze się skończyło. Choć od wieków poród jest czymś naturalnym, to przecież matka natura ułożyła ten idealny proces tworzenia nowego życia, to jednak teraz tak bardzo zależni jesteśmy od służby zdrowia!

Służba zdrowia, lekarze, położne, przysięga Hipokratesa – to powinien być wzór dla innych. Ci ludzie mają w swoich rękach cudze życie! Rodzice, którzy przyjeżdżają do szpitala, aby powitać swoje dziecko na świecie, powierzają im to co mają najcenniejszego – swój SKARB, ufają im…

Nie jestem fanką wiadomości, bo zawsze emanują negatywnymi informacjami, ale jestem za tym, aby takie sprawy nagłaśniać! Okaleczenie lub spowodowanie śmierci dzieci podczas porodu to tylko i wyłącznie wina służby zdrowia, która niestety nie przykłada się do swojej pracy. Nie monitoruje czynności życiowych dziecka, niepotrzebnie naciska na poród naturalny, gdy są wskazania do CC, zbyt długo czeka z dodatkową pomocą dla Maluszka w przyjściu na ten świat.

Dlaczego kobiety, które rodzą, muszą martwić się jeszcze o to, aby trafić na odpowiednią opiekę w szpitalu? Dlaczego ojciec podczas porodu, musi wymagać i żądać właściwego zadbania o żonę i dziecko, bo lekarz i położna nie przykładają się do swojej pracy?

Ile dzieci musi jeszcze stracić życie, całe życie, które mają przed sobą, zanim coś się zmieni?

Tyle smutnych historii słychać w tv, a ile nie wyciekło do mediów? Ile historii było na pograniczu, ale na szczęście skończyło się pozytywnie?

Ludzie! Wybraliście zawód, który wymaga od Was dużego zaangażowania, odpowiedzialności i empatii – nie jesteście w stanie tego zapewnić, to zrezygnujcie!

Dlaczego jest tak, że boimy się iść do szpitala w weekend, w święta, na nocnej zmianie?

Dlaczego utarło się, że nocna zmiana śpi, nie interesuje się pacjentem, ogląda seriale i spędza czas na portalach społecznościowych?

dziecianioly6

Serdecznie współczuję rodzicom Aniołków, które nie miały szansy na rozpoczęcie swojego życia. Choć wiem, że to trudne – życzę Wam wiele siły, aby opowiedzieć głośna swoją historię, bo dzięki temu, może innemu dziecku się uda!

A Ty lekarzu, położno – nie igraj z cudzym życiem!

Reklamy