Tagi

, , , , , , , , ,

No dobra! – zawsze myślałam, że jestem ogarnięta, zorganizowana i ogólnie dobrze zarządzam swoim czasem 😉 W pracy tak jest, ale jeśli chodzi o bycie matką, żoną i kurą domową, to jestem 100 lat za murzynami.

Hania urodziła się prawie 4 tyg. temu a ja wciąż jestem do tyłu. Albo nie posprzątam, albo nie ugotuję, albo nie zrobię nic z długiej listy TO DO (generalnie MUST DO ASAP) i nie wiem co zrobić.

Też tak macie? Zanim urodziła się Hania koleżanka, która kilka miesięcy temu została podwójną mamą, napisała na fb, że przy dwójce dzieci ma więcej czasu dla siebie. A ja się pytam: jak to??? Może, mam nadzieję, dojdę do tego etapu, ale jak na razie to jest sajgon.

Z Emilką jesteśmy na cudownym etapie. Jest już w dużej mierze samodzielna, szybko można z nią wyjść (chyba, że ma zły dzień). A tu nagle znowu jestem w lesie, bo wyjście z domu trwa bardzo długo. Tu trzeba ubrać Hanię, trzeba ją nakarmić, bo je na żądanie i ogólnie nie przejmuje się tym, że gdzieś idzie/jedzie – jak chce to płacze (drze się na pełen regulator) więc lepiej się zabezpieczyć wcześniej 😉 Potem spakować wszystko co potrzeba, a potrzeba wiele! No i oczywiście nie zapomnijmy, że Hania nie bardzo lubi nosidełko, więc każde włożenie jej tam wiąże się z koniecznością husiania i uspakajania. No tak – przerąbane! Taki mi się egzemplarz trafił – ale z nadzieją patrzymy w przyszłość.

Wiecie – od tego tygodnia pełną parą ruszyliśmy w życie i odwozimy/odbieramy Emilkę ze żłobka (potem oczywiście jedzenie i spacerek na plac zabaw bo cudnie na dworze). Poniedziałem był wyzwaniem, bo jednak ciężko z dwójką. Zaczęliśmy się szykować o 7:00. W żłobku, do którego mam tylko 1,5 kg – czyli 3-5 min jazdy autem byliśmy o 8:20. Hania w tym czasie chciała jeść 3 razy, no a przecież Emilkę trzeba przygotować do wyjścia, zapakować się do auta itd.

Wieczory też nie należą do najłatwiejszych – razem z mężem badamy jaki system organizacji jest najlepszy, bo jak na razie pełen bałagan 😉 a przecież dzieci potrzebują pewnej stabilizacji i harmonogramu dnia – wtedy czują się bezpiecznie.

Powiem Wam anegdotkę. Powrót ze szpitala z Hanią – konsternacja bo, po 5 dniach nieobecności i pozostawienia męża i Emilki sam na sam, w domu totalny bałagan 😦 Zamiast odpoczywać po porodzie – na głęboką wodę. Gotować obiad? Sprzątać? Karmić Hanię? Rozpakowywać się? Puścić pranie? Odebrać Emilkę ze żłobka? I tak teraz mam… Ale wracając… Ok 18:00 poprosiłam męża, żeby pojechał do sklepu – w końcu w godzinkę się wyrobi – wiadomo kąpiel, itd. 19:18 dzwonię do męża gdzie jest bo nie wiem co mam robić! Dawno się tak nie czułam. Na rękach Hania – karmi się mleczkiem mamy. Emilka siedzi na nocniku – trzeba ją wytrzeć i pozbyć się zawartości nocnika, bo będzie grać w nieskończoność baterii. Do tego Emilka woła, że chce jeść kolację. Tu trzeba ją wykąpać, Hanię też (i tu jeszcze iść do piwnicy po wanienkę dla Hani, bo jeszcze nie było potrzeby wyciągnięcia). Ot tak niewiele do zrobienia, a ja bezradna nie wiem za co się wsiąść.

Czy tylko ja tak mam? Błagam pocieszcie mnie, bo czuję się fatalnie.

1392917_647420981965258_1969936428_n-jpg

Wiem, że to przyjdzie z czasem i że będzie lepiej, ale jak na razie bardzo powoli się rozkręcam. A pomyśleć, że chciałabym jeszcze trzecie dziecko – to koniecznie trzeba przemyśleć 😉

 

p.s.

W końcu skończyłam post pisany już strasznie długo. Na blogu może pojawię się częściej – jak ogarnę 😉

 

Reklamy