Tagi

, , ,

Każda ciąża jest inna…

Wyjątkowa…

Nie wiadomo czego można się do końca w niej spodziewać, jak się zakończy…

Tzn. wiadomo, że na jej końcu spotkamy nasz Mały CUD, ale jak zacznie się początek końca, czyli poród – tego nie wiemy…

Jedną ciążę mam już za sobą i jak się zakończyła wiecie z mojego poprzedniego wpisu „Poród”. Teraz czekam na drugie rozwiązanie. Pozostało aktualnie 12 dni do przewidywanego terminu porodu (18.04.2014), a ja wciąż bacznie obserwuję swoje ciało i zastanawiam się kiedy nastąpi godzina „0” 😉

4 tyg. temu, czyli ok 6 tyg. przed terminem, pojawił się pierwszy alarm. Pojawiły się co jakiś czas, nieregularne, skurcze – tzn. twardnienia brzuszka. Generalnie nie martwiłabym się tym, ale w nocy jak musiałam wstać do ubikacji, to nie mogłam chodzić – tak mnie bolał brzuszek. W końcu wzięłam nospę i po jakimś czasie ból minął. W ciągu dnia też pojawiły się twardnienia brzuszka, więc zadzwoniłam do położnej, która ostatecznie poradziła mi, abym pojechała do szpitala, aby to sprawdzić.

Nie ukrywam, że było to dla mnie szokiem. 6 tyg. do terminu to jeszcze bardzo dużo i nie do końca bezpiecznie dla Maluszka, ale w końcu wolałam sprawdzić co i jak. Siłą rzeczy musiałam w końcu spakować się do szpitala, bo jakoś tym razem nie do końca mi się spieszyło. Ale udało się – cała spakowana czekałam na męża, aż wróci z pracy i po obiedzie pojechaliśmy. Na szczęście okazało się, że musiały to być bóle przepowiadające, bo na KTG już nic nie było, wszystkie przepływy były dobre, itd. Oczywiście pojechałam w końcu do szpitala, bo też na poprzedniej wizycie u mojego lekarza, wspomniał, że szyjka macicy już mi się skróciła, no więc tym bardziej bałam się, że w każdej chwili mogę urodzić.

Uff… odetchnęłam z ulgą… to tylko fałszywy alarm 🙂

Tydzień temu, czyli niecałe 3 tyg. przed terminem, pojawiły się bóle krzyżowe. Nigdy wcześniej takich nie miałam, więc wujek google i czytamy 😉 Okazało się, że może to być jedna z oznak rozpoczynającego się porodu. Napisałam jeszcze na forum porad dla mam o moich boleściach po czym dowiedziałam się (większość było takich głosów), że prawdopodobnie rozpoczął się mój poród. Z jednej strony przerażenie, z drugiej ulga – w końcu ciąża już uznawana za donoszoną i nie ma przeciwskazań by urodzić. Bóle rozpoczęły się o 15:30 – zmiana pozycji, ułożenia ciała, nic nie uśmierzała bólu. Bolało jeszcze całą noc, z niewielkimi przerwami (mało spałam tej nocy – chyba ze stresu, że to już) i dopiero rano poczułam ulgę. Starałam się dużo odpoczywać. Tym razem położna też kazała jechać do szpitala, ale wzięłam sobie do siebie to, żeby nie panikować i poczekać na inne objawy – jak odejście czopa śluzowego, wód płodowych, lub skurcze macicy. Nic takiego nie było, więc nie chciałam jechać do szpitala. Nie żałuję – bo wiem, że czasem strach ma wielkie oczy.

Za każdym razem babcia w gotowości, bo ktoś musi być z Emilką, kiedy ja w towarzystwie męża będę rodzić…

Trochę śmieję się z siebie, bo jednak niby doświadczona mama już po jednym porodzie, ale tak naprawdę to wiem, że nic nie wiem. Jest tyle możliwości rozpoczęcia się porodu, że każdy najdrobniejszy ból brzucha sprawia, że zastanawiam się jak to będzie 😉

Podobno u wieloródek poród jest z założenia szybszy i tego też się obawiam. Niby chciałabym, aby było szybko, ale ostatnio śniło mi się, że nie doszłam do auta w drodze do szpitala, tylko urodziłam na trawie przed blokiem. Śmieszne, prawda? Ale takie historie się zdarzają… Słyszałam, że czasem właśnie w drodze można urpdzić, bo dziecku tak się na świat spieszy…

Wariuję, prawda? Czy są tu wieloródki? Powiedzcie jak to było u Was…

Chyba potrzebuję wysłuchać jakiś historii, szczególnie pozytywnych, bo niestety czasem się nakręcam negatywnie.

Pomijam fakt, że już marzę o porodzie, bo najzwyklej w świecie jestem już ogromna jak wieloryb, a każdy ruch jest dla mnie dużym wysiłkiem…to taki mój wewnętrzny dysonans…i pewnie hormony… Tak, to zdecydowanie one!

 

Reklamy