Tagi

, , ,

O tym, że chciałabym być matką, wiedziałam już bardzo dawno temu – jeszcze przed ślubem.

Oczywiście w życiu trzeba pewne rzeczy planować i wspólnie ustaliliśmy z mężem, że poczekamy z dzieckiem, bo trzeba się sobą nacieszyć, itd. …

Ja jednak od razu chciałam i mimo wcześniejszych ustaleń, często do tego tematu wracałam.

Gdy dowiedziałam się, że będę matką – była to najpiękniejsza chwila w moim życiu! Nawet nie da się tego opisać słowami…

Teraz wiem, że nie do końca wiedziałam co mnie czeka itd., ale mimo to uważam to za największy CUD w życiu.

Nie wiedziałam co mnie czeka, bo tak naprawdę w najbliższym otoczeniu nie mam małych dzieci, w rodzinie też ich jeszcze brak, koleżanki dopiero zaczęły po mnie (ja zawsze byłam trochę do przodu z takimi decyzjami – szybciej w życiu dojrzałam) i dlatego najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co się robi z małym dzieckiem, jak się o nie dba i z czym to się wiąże.

Nie mniej jednak cała ciąża to cudowny czas oczekiwania na Maluszka. Mimo dolegliwości ciążowych, był to piękny czas i niesamowite uczucie, gdy pod sercem rośnie nowe życie.

Miał być chłopak – tak określił mój lekarz, z pewną dozą prawdopodobieństwa, ale już na następnych badaniach prenatalnych (za dwa tyg.) i już niezmiennie do końca ciąży, Łukaszek stał się Emilką 🙂 Mąż na sali porodowej po urodzeniu Emilki pytał o płeć, bo chyba w głębi serca chciał chłopczyka, ale ja byłam uradowana 🙂 Nie wiem jak wychować syna, ale za to jestem kobietą i wiem co powinnam wlać w serce i głowę mojej córy 🙂

Możecie się też domyślić jak zareagował, gdy dowiedział się, że druga też będzie córa 😉 Zapytał lekarza, który wpatrywał się w USG „A po czym Pan wnosi, że córka?” 😉 No, ale z perspektywy czasu, to córeczka to jego oczko w głowie, więc raczej reklamacji nie było…

Mnie pierwszy raz uderzyło, że to już jak wyjeżdżałam z sali porodowej i słychać było na korytarzu płacz dziecka. Zapytałam czy to moje – potwierdzenie było jak grom z jasnego nieba – no tak, to już moje! Czekało z tatusiem na korytarzu i mogłam je zobaczyć owinięte w rożek…

Emilka była śliczna… Potem kilka osób, które też doświadczyły już porodu, powiedziało, że od razu była taka śliczna, niepomarszczona, różowiutka… I taka właśnie była – po prostu PIĘKNA…

Emilka

Dla każdej matki jej dziecko zawsze jest piękne i to najważniejsze 🙂

Na sali pierwsze próby karmienia, trzymanie na rękach i ten niesamowity strach, aby nie skrzywdzić, nie złamać… Najgorsze było zakładanie niedrapek, które spadały – bałam się, że uszkodzę jej rączkę, bo była taka malutka… Ważyła 3400g więc nie taka mała, ale i tak dla mnie najmniejsza jaką kiedykolwiek widziałam. Pamiętam też jak bałam się o nią, gdy okazało się, że źle ją odśluzowali – nagle zaczęła się pienić… Podczas pobytu w szpitalu kilka razy chodziłam do położnych, aby ją jeszcze odśluzowywali, bo bałam się, że się zakrztusi. W nocy i do spania kładłam ją na boczku, aby jej się ulewało na bok w razie czego…

Od tej chwili towarzyszy mi o nią nieustanny strach. Tak jak w trakcie ciąży, człowiek czekał na każdą następną wizytę, aby sprawdzić czy wszystko jest dobrze, tak teraz i już pewnie na zawsze, martwię się o nią i chciałabym ją obronić przed całym złem tego świata, uchronić przed każdym potknięciem, każdą raną, guzem na głowie…

W noc przed porodem mało spałam (wesele ;)), w noc porodu też niewiele i jeszcze w szpitalu dwie kolejne noce nieprzespane. Każdy jeden kwęk stawiał mnie na nogi… dopiero w domu po 2 dniach, poczułam lekki spokój i spałam. Do tej pory wszystko mnie budzi w nocy, każdy jęk, słowo wypowiedziane przez sen, itd. Taka już natura matki – nawet jeśli nie chce się wstać ze zmęczenia 😉

W szpitalu na łóżku obok leżała kobieta po drugim porodzie – do tej pory cieszę się, że była tam właśnie ona, bo dużo mi pomogła. Dużo podpowiedziała…

Może to śmieszne, ale jak Emilka urodziła się o 9:20 rano i miałam ją już cały czas u siebie, to o 19:00-20:00 natchnęło mnie (świeżo upieczoną mamę), i zapytałam jej czy my tu już sami zmieniamy pieluchy, czy ktoś to robi? hehehe wiem – śmieszne, ale tak było. Kiedy dostałam odpowiedź, że sami, to ogarnęło mnie przerażenie, że moje dziecko jest już całe posikane i nie tylko i w ogóle to straszna jestem, że o tym nie pomyślałam wcześniej 😉 Ale uświadomiono mnie, że jak położne zabierają Maluszka na badania, szczepienie itd. to jak widzą, że trzeba przebrać to to robią.

No dobra – dowiedziałam się, że trzeba zmienić pieluchę i co teraz 😉 Poszłam do położnych i poprosiłam o pomoc, bo przecież nigdy w życiu nie zmieniałam pieluchy, a na szkole rodzenia lala to tylko lala. Położna powiedziała, że przy następnym razie mi pokaże, bo teraz wezmą już dziecko na kąpiel – nie mogłam tego widzieć niestety.

I ok 24:00 ponownie zawołałam położną, pokazała mi wszystko. Ja przeraziłam się smółki – bo jak zobaczyłam, że takie Maleństwo ma taką kupę to…. 😉 ehhehe ale to tylko kilka pierwszych, potem wraca do normy czyli konsystencji musztardy.

Do tych pierwszych doświadczeń zaliczam też te związane z karmieniem. To trochę mniej przyjemne wspomnienie, bo nie wiedziałam jak to robić, Emilka też nie i się męczyłyśmy. Ja biegałam do położnych, aby mi pomagały – niektóre robiły to mniej niektóre bardziej sprawnie, ale efekt był taki, że Emilka często płakała i ja się denerwowałam bo nie potrafiłam jej pomóc. Na wyjście ze szpitala jedna z położnych powiedziała, że moje dziecko jest biedne głodne i że muszę jej dać mleko – dała butelkę i wypiła od razu 80 ml – musiała być bardzo głodna 😦

W domu na szczęście cisza, spokój i mąż, który bardzo mnie wspierał i też szukał wielu informacji w internecie – chwała za to, że jest coś takiego!

Moja mama, choć ją bardzo kocham, bardziej przeszkadzała mi w tych pierwszych momentach, bo zaczęła lamentować, że nie potrafię karmić, że Emilka jest głodna, itd. Jeszcze bardziej mnie nakręcała, a już wystarczająco hormony mi buzowały.

Po burzy zawsze jednak wychodzi słonko i tak też było u nas. Odciągałam pokarm, podawałam i cierpliwie przykładałam Małą do cyca. W końcu zwycięstwo –  udało się… Nauczyłyśmy się karmić się piersią i to cudowne uczucie 🙂 Ta Mała osoba, jest zależna od Ciebie i Ty jej możesz dać wszystko czego potrzebuje 🙂

O karmieniu piersią jeszcze osobno będzie w innym poście 🙂

Powiem Wam, że to co dla mnie było najważniejsze – i uważam, że każdemu się przyda, to spokój i odosobnienie w tych pierwszych momentach. To cudowne uczucie, kiedy uczysz się tej małej istoty kawałem po kawałku. Kiedy poznajesz ją, a ona Ciebie. Kiedy odkrywasz wszystko sam.

Wiem, że bliscy chcą pomóc, ale to pierwsze wspólne chwile wiążą Was na zawsze i warto poprosić o tę intymność z dzieckiem 🙂

Polecam – bo naprawdę warto! 🙂

 

Reklamy